- Widzisz tak jakby pracuję - zaczął ironicznie - Właściciel firmy uznał mnie za jednego z najlepszych marketingowców w tym mieście i zaproponował mi tu pracę. Oczywiście z bólem musiałem odmówić innym dyrektorom firm, chociaż błagali na kolanach. No ale cóż. - Mówił o sobie jak o Bogu.
- Czyżby ? A wiedzą jaki jesteś dla innych ludzi ? Jak ich traktujesz ? Swoich klientów i bliskie ci osoby ? Może powinni się dowiedzieć, co ? Jakim to jesteś dupkiem. - Bel udawaj twardą. Jesteś twarda. Ta, chyba krucha jak szkło.
- A co, może zamierzasz im powiedzieć ? Bądźmy szczerzy... Nie powiedziałabyś im nic co mogłoby mi zaszkodzić. Za bardzo mnie kochasz.
Nie wieże. Zawsze to robił - trafiał w czuły punkt. I cieszył się z tego jak zwykle. Jak można być takim bezuczuciowym człowiekiem ? Nie mogę tego dłużej ciągnąć, muszę stąd wyjść bo inaczej zaraz spłynie mi po policzkach potok łez.
Wstałam i wyszłam trzaskając szklanymi drzwiami. Musiały być dobrze wykonane bo ani kawałek szkła nie upadł na ziemię.
Wsiadłam do windy nawet na chwilę się nie odwracając. Mam dość tego człowieka. Czy miał rację ? Na prawdę nadal go kocham ? Sama już nie wiem... Pomimo, że nie był czasem (często) dla mnie nie miły, to tak czy siak czułam się przy nim szczęśliwa. Był moim pierwszym facetem. nie wiem, to może dlatego ?
Mieszkaliśmy razem w jego mieszkaniu. Po naszym rozstaniu przeprowadziłam się do siostry. Liczyłam na jej wsparcie, jednak jest taka upierdliwa, że po roku postanowiłam się przeprowadzić. Pracowałam wtedy w firmie projektowej, głównie siedziałam za biurkiem. Przyjmowałam zlecenia, które rozdzielałam na 40 architektów, te najlepsze zostawiałam dla siebie. Przechodziły przeze mnie wszystkie projekty. Sprawdzałam je i ewentualnie odsyłałam do poprawki. W sumie praca nie była taka zła, jednak pracowałam po 10 godzin od poniedziałku do piątku i dodatkowo w domu. No ale wiadomo - jak bardzo się starałam tyle zarabiałam, Poza tym chciałam zapomnieć o nieudanej miłości. Czasami udawało mi się go wyrzucić z głowy, jednak ciągle wracał. Uciekałam przed nim w myślach. A on jakby wbudował mi nadajnik w głowie i zawsze mnie znajdywał. I teraz na prawdę wrócił. Nie do mojej głowy. Do mojego życia.
Kiedy wyrwałam się z myśli, stałam już przed drzwiami mojego mieszkania. Nagle poczułam, że potok już zdążył przepłynąć po mojej twarzy, ostatnia słona kropla spadła na ziemię. Wyciągnęłam pęk kluczy i szukałam odpowiedniego do drzwi. Łzy zajęły moje oczy i nic nie widziałam. Zaczęłam wkładać każdy klucz po kolei w zamek. W końcu trafiłam. Chciałam przekręcić kluczyk ale się nie dało. Co jest ? Nacisnęłam na klamkę i otworzyły się drzwi. Ee... okej. Weszłam do środka nie zamykając drzwi. Na blacie stał szampan, a obok karteczka i długopis.
Gratulacje Bel !
A to co ? Jakie znowu gratulacje... Żeby jeszcze było czego gratulować.
- O kurczę, wyprzedziłaś mnie. Już ci wszystko wytłumaczę - powiedział Matt, gdy stanął w drzwiach z dwoma kieliszkami w dłoniach - musiałem podskoczyć na chwilę do pracy zanieść projekt bo moja skrzynka elektroniczna miała jakąś awarię. I cię zobaczyłem i wtedy wszystko zrozumiałem. Od tygodnia gadają w firmie, że ma do zespołu dołączyć jakaś Isabela. A, że nasz główny menadżer był taki zachwycony byłem pewny, że dostaniesz tą pracę. Jak wracałem do domu spotkałem właściciela bloku i prosił mnie, abym ci podał zapasowe klucze do drzwi. No i tak pomyślałem, że fajnie by było uczcić zdobycie pracy. Chciałem zrobić Ci niespodziankę, ale widocznie nie zdążyłem. - opowiadał cała tą historię z takim podekscytowaniem, ale przy końcówce trochę posmutniał. Postawił kieliszki na blacie i złapał za szampana.
- To co może uczcimy, że będziemy razem pracować ?
- Przykro mi ale nie będę pracować w tej firmie.
- Jak to ? Nie przyjęli Cię ? Wszyscy byli pewni...
- Sama zrezygnowałam - przerwałam mu - nie wiedziałam, że on tam pracuje.
- Kto ? - Zapytał widząc smutek w moich oczach.
- Rick. Nie chcę o tym rozmawiać. To trudny temat. - Spojrzałam na pierścionek na mojej dłoni. Zsunęłam go energicznie z palca i rzuciłam nim o ścianę.
- Aha, już wszystko rozumiem. To dlatego płaczesz ? - Znów podniósł mi palcem podbródek, jak poprzedniego wieczora.
- Tak. To już zamknięty rozdział i nie chcę do niego wracać.
- Rozumiem. Nie przejmuj się - pogłaskał kciukiem mój podbródek. Zadrżałam. - Przepraszam. - Powiedział pospiesznie zabierając rękę.
Trochę się skrępowałam. Poczułam palący rumieniec na policzkach. Złapałam za dwa kieliszki stojące na blacie, żeby przerwać to napięcie.
- Ale na smutki też może być szampan. - Uśmiechnęłam się, choć muszę przyznać, że wcale to nie było takie łatwe. On też się uśmiechnął. Miał piękny uśmiech. Jak go widziałam, od razu robiło mi się lepiej. - A gdyby nam brakło mam jeszcze jeden. - Zaśmiałam się.
***
Obudziłam się z potwornym bólem głowy. Otworzyłam oczy. Oślepiło mnie popołudniowe słońce. Gdy przymrużyłam oczy zauważyłam kawałki szkła przed moimi oczami.