czwartek, 22 grudnia 2016

Rozdział 4

- Co ty tu robisz ?
- Widzisz tak jakby pracuję - zaczął ironicznie - Właściciel firmy uznał mnie za jednego z najlepszych marketingowców w tym mieście i zaproponował mi tu pracę. Oczywiście z bólem musiałem odmówić innym dyrektorom firm, chociaż błagali na kolanach. No ale cóż. - Mówił o sobie jak o Bogu.
- Czyżby ? A wiedzą jaki jesteś dla innych ludzi ? Jak ich traktujesz ? Swoich klientów i bliskie ci osoby ? Może powinni się dowiedzieć, co ? Jakim to jesteś dupkiem. - Bel udawaj twardą. Jesteś twarda. Ta, chyba krucha jak szkło.
- A co, może zamierzasz im powiedzieć ? Bądźmy szczerzy... Nie powiedziałabyś im nic co mogłoby mi zaszkodzić. Za bardzo mnie kochasz.

  Nie wieże. Zawsze to robił - trafiał w czuły punkt. I cieszył się z tego jak zwykle. Jak można być takim bezuczuciowym człowiekiem ? Nie mogę tego dłużej ciągnąć, muszę stąd wyjść bo inaczej zaraz spłynie mi po policzkach potok łez.
  Wstałam i wyszłam trzaskając szklanymi drzwiami. Musiały być dobrze wykonane bo ani kawałek szkła nie upadł na ziemię.
  Wsiadłam do windy nawet na chwilę się nie odwracając. Mam dość tego człowieka. Czy miał rację ? Na prawdę nadal go kocham ? Sama już nie wiem... Pomimo, że nie był czasem (często) dla mnie nie miły, to tak czy siak czułam się przy nim szczęśliwa. Był moim pierwszym facetem. nie wiem, to może dlatego ?
 Mieszkaliśmy razem w jego mieszkaniu. Po naszym rozstaniu przeprowadziłam się do siostry. Liczyłam na jej wsparcie, jednak jest taka upierdliwa, że po roku postanowiłam się przeprowadzić. Pracowałam wtedy w firmie projektowej, głównie siedziałam za biurkiem. Przyjmowałam zlecenia, które rozdzielałam na 40 architektów, te najlepsze zostawiałam dla siebie. Przechodziły przeze mnie wszystkie projekty. Sprawdzałam je i ewentualnie odsyłałam do poprawki. W sumie praca nie była taka zła, jednak pracowałam po 10 godzin od poniedziałku do piątku i dodatkowo w domu. No ale wiadomo - jak bardzo się starałam tyle zarabiałam, Poza tym chciałam zapomnieć o nieudanej miłości. Czasami udawało mi się go wyrzucić z głowy, jednak ciągle wracał. Uciekałam przed nim w myślach. A on jakby wbudował mi nadajnik w głowie i zawsze mnie znajdywał. I teraz na prawdę wrócił. Nie do mojej głowy. Do mojego życia.

  Kiedy wyrwałam się z myśli, stałam już przed drzwiami mojego mieszkania. Nagle poczułam, że potok już zdążył przepłynąć po mojej twarzy, ostatnia słona kropla spadła na ziemię. Wyciągnęłam pęk kluczy i szukałam odpowiedniego do drzwi. Łzy zajęły moje oczy i nic nie widziałam. Zaczęłam wkładać każdy klucz po kolei w zamek. W końcu trafiłam. Chciałam przekręcić kluczyk ale się nie dało. Co jest ? Nacisnęłam na klamkę i otworzyły się drzwi. Ee... okej. Weszłam do środka nie zamykając drzwi. Na blacie stał szampan, a obok karteczka i długopis.

Gratulacje Bel !

  A to co ? Jakie znowu gratulacje... Żeby jeszcze było czego gratulować. 

- O kurczę, wyprzedziłaś mnie. Już ci wszystko wytłumaczę - powiedział Matt, gdy stanął w drzwiach z dwoma kieliszkami w dłoniach - musiałem podskoczyć na chwilę do pracy zanieść projekt bo moja skrzynka elektroniczna miała jakąś awarię. I cię zobaczyłem i wtedy wszystko zrozumiałem. Od tygodnia gadają w firmie, że ma do zespołu dołączyć jakaś Isabela. A, że nasz główny menadżer był taki zachwycony byłem pewny, że dostaniesz tą pracę. Jak wracałem do domu spotkałem właściciela bloku i prosił mnie, abym ci podał zapasowe klucze do drzwi. No i tak pomyślałem, że fajnie by było uczcić zdobycie pracy. Chciałem zrobić Ci niespodziankę, ale widocznie nie zdążyłem. - opowiadał cała tą historię z takim podekscytowaniem, ale przy końcówce trochę posmutniał. Postawił kieliszki na blacie i złapał za szampana.

- To co może uczcimy, że będziemy razem pracować ?
- Przykro mi ale nie będę pracować w tej firmie. 
- Jak to ? Nie przyjęli Cię ? Wszyscy byli pewni...
- Sama zrezygnowałam - przerwałam mu - nie wiedziałam, że on tam pracuje. 
- Kto ? - Zapytał widząc smutek w moich oczach. 
- Rick. Nie chcę o tym rozmawiać. To trudny temat. - Spojrzałam na pierścionek na mojej dłoni. Zsunęłam go energicznie z palca i rzuciłam nim o ścianę.
- Aha, już wszystko rozumiem. To dlatego płaczesz ? - Znów podniósł mi palcem podbródek, jak poprzedniego wieczora.
- Tak. To już zamknięty rozdział i nie chcę do niego wracać. 
- Rozumiem. Nie przejmuj się - pogłaskał kciukiem mój podbródek. Zadrżałam. - Przepraszam. - Powiedział pospiesznie zabierając rękę.

Trochę się skrępowałam. Poczułam palący rumieniec na policzkach. Złapałam za dwa kieliszki stojące na blacie, żeby przerwać to napięcie.

- Ale na smutki też może być szampan. - Uśmiechnęłam się, choć muszę przyznać, że wcale to nie było takie łatwe. On też się uśmiechnął. Miał piękny uśmiech. Jak go widziałam, od razu robiło mi się lepiej. - A gdyby nam brakło mam jeszcze jeden. - Zaśmiałam się.

***
Obudziłam się z potwornym bólem głowy. Otworzyłam oczy. Oślepiło mnie popołudniowe słońce. Gdy przymrużyłam oczy zauważyłam kawałki szkła przed moimi oczami.

wtorek, 13 grudnia 2016

Rozdział 3

  Obudził mnie trzask. Coś dużego uderzyło w moje okno. Zaspana i zdenerwowana, że ktoś przerwał mi sen podeszłam do okna. Nic dziwnego nie zobaczyłam. Może to był jakiś ptak ? Spojrzałam na ulicę i zobaczyłam tylko ludzi na chodnikach, którzy szybkim krokiem podążali do pracy. Korek był niewyobrażalnie długi. Ciągnął się od jednych świateł do drugich, trzecich... Jak zwykle  były całe pozapełniane taxówkami, a one zwykle zabierają po pare osób, które po drodze mogą gdzieś podrzucić. No co? Biznes musi się kręcić. Wszyscy jechali do pracy, żeby zarobić na swoje utrzymanie, dzieci, psa, ubezpieczenie samochodu i swoich tyłków.

 Chwila, chwila...  Przecież mam rozmowę o prace. Spojrzałam na ogromny zegar widniejący nad moim  łóżkiem - 7:51. Spotkanie z menadżerem firmy, w której chciałabym pracować mam o 8:00.  Nie wieżę. Biegiem ruszyłam do łazienki. Szybko umyłam twarz, zęby, zrobiłam prosty i szybki makijaż. Ubrałam się i wyskoczyłam z mieszkania. Zamykając drzwi, wyciągnęłam telefon i już schodziłam po schodach. Dobrze, że siedziba tej firmy znajduje się dwie przecznice dalej. Nie chciałabym codziennie siedzieć godzinami w korku w taxówce i jeszcze w dodatku ściskać się w niej z innymi ludźmi. Z resztą, nie ważne. Jak na razie to muszę jak najszybciej dostać się do firmy. Nie ma to jak spóźnić się na rozmowę o pracę.

  Znalazłszy się w ogromnym budynku podeszłam do rejestracji. Stała za ladą piękna, długowłosa blondynka. Miała proste włosy, które przypominały taflę. Taflę z nadmorskiego piasku. Miała długie nogi, które zaczynały się w czerwonej, wysokiej szpilce i kończyły na przylegające jak się najbardziej tylko da spódnicy do ciała. Spódnica była mniej więcej do kolan. Dopasowała do niej białą koszulę. Nie jeden facet obejrzałby się za nią na ulicy.

- Witam, nazywam się Isabel McRoll i byłam umówiona z menadżerem Rickiem. - To imię wywoływało u mnie ból. Ból, którego tak często doświadczam. Niestety będę musiała się do tego przyzwyczaić jeśli chcę tu pracować.
- Tak, czeka już na Panią na 3 piętrze w pokoju nr 7. - Powiedziała aksamitnym głosem, który pomimo tego aksamitu był wrogo do mnie nastawiony. A jej o co chodzi ?
- Dziękuję. - Odpowiedziałam ironicznie.

  Od razu wzrokiem odnalazłam windę i do niej wsiadłam. Które ona mówiła piętro ? Po złotej obręczy wokół "3" zgaduję, że to właśnie to. Po 5 sekundach byłam już na odpowiednim poziomie. Na przeciwko ukazały mi się biura, jeden obok drugiego. Wszystkie były takie piękne... Szklane drzwi, szklane ściany... Jedynie klamki i okna były czarnego matowego koloru. Na przeciwko mnie wisiała tabliczka na jednych z drzwi z numerkiem 7. Niestety przez szkło nie zauważyłam w nim nikogo. Hm, może wcale nie niestety ? Może jeszcze nie przyszedł. Podeszłam bliżej drzwi i rozejrzałam się po korytarzu. Z za rogu windy wyskoczyła kobieta w krótkich włosach.

- Pan Holwer zaraz przyjdzie, proszę wejść do biura i chwilkę na niego poczekać. - Miło mnie poinformowała odsłaniając ręką krótką grzywkę opadającą na czoło.
- Dziękuję bardzo. - Powiedziałam z uśmiechem i posłusznie weszłam do pokoju numer 7. Rozsiadłam się na jednym z foteli dla gości przy biurku i trochę się po nim rozejrzałam. W sumie to wyglądało od środka trochę nudnie. Ale zobaczyłam ramkę na biurku, a w niej zdjęcie kobiety, która wyglądała znajomo. Gdzieś ją widziałam... Tylko nie wiem gdzie.

- Witam panno McRoll - przerwał moje myśli męski głos. Szybko odwróciłam głowę i go zobaczyłam - no, no. Ładnie to tak się spóźniać ? - Nie wierzę, że to on. Tak dobrze znam ten jego szyderczy uśmiech.

niedziela, 11 grudnia 2016

Rozdział 2

  Uchylił przede mną drzwi i wpuścił mnie pierwszą do mojego mieszkania. Weszliśmy do salonu i wskazałam na deskę, która miała być wieszakiem i wytłumaczyłam mu moją wizję. Od razu złapał młotek i w minutę miałam wbite wszystkie gwoździe.

- No, gotowe ! Całkiem fajny pomysł z tą deską - powiedział przyglądając się chwilę jej wyrzeźbiony brzegom i poszedł powiesić ją koło drzwi - to teraz bierzmy się za komodę.

- Tak... Boże jaka ze mnie niezdara... Dać się pokonać jednemu młotkowi, ah...
  Stanął przede mną, uśmiechnął się i złapał za nadgarstek chorej ręki. Żeby to zrobić musiał przysunąć się krok do przodu i teraz staliśmy jakieś 15 centymetrów od siebie.

- Będzie dobrze, to tylko mały wypadek przy pracy. Już nawet nie jest tak spuchnięta - podniósł drugą moja rękę dla porównania - do wesela się zagoi. Ładny pierścionek, narzeczony ? - powiedział spoglądając na mały diamencik na palcu serdecznym.

  Szybko zabrałam ręce. Poczułam się trochę zakłopotana. Jak mam mu powiedzieć że pierścionek jest od dupka, którego złapałam na zdradzie i nadal go kocham ? Że jeszcze liczę na telefon z przeprosinami ? Że śpię w jego ciuchach, które nie zdążył zabrać z naszego mieszkania ? To trudny temat i nie chcę go poruszać, a w szczególności z Mattem. W końcu znamy się od dziś rana.

- Eee, nie - spojrzałam na swoje stopy, żeby nie zobaczył emocji, które wirowały w moich oczach - już nie.
- A, rozumiem. Przepraszam, że zapytałem. - Wyraźnie było słychać w jego głosie, że mu z tego powodu przykro.
- Długo zejdzie z tą komodą ? Jest już późno, możemy ją dokończyć innym razem. Nie chcę też ci zabierać czasu.
- Daj mi 15 minut, no góra 20 i będzie gotowa. Składałem już dokładnie taką samą, więc nie będę miał z nią problemu. No chyba, że jesteś już zmęczona, to wpadnę najwyżej jutro.
- Nie, nie. W takim razie raz dwa ją złóżmy i będzie temat komody z głowy. - Pozbierałam się w myślach i złapałam jeszcze raz za instrukcję.

  Po 20 minutach tak jak mówił skończył składać komodę. Ustawił ją pod miętową deską. Stał teraz koło mnie, na przeciwko komody.

- Dobra robota. - Powiedział z zadowoleniem.
- Tak, dziękuję ci za pomoc. Nie wiem jak ci się odwdzięczę. - Odparłam spoglądając na niego.
- Nie musisz, sąsiedzka pomoc zawsze się przyda. - Uśmiechnął się i przeciągnął. - No nie wiem jak ty ale ja to lecę spać.
- Ja też.

Złapał za klamkę od drzwi wyjściowych i wysłał mi uśmiech na pożegnanie. I zostałam sama z moją nową komodą.

  Człapiąc nogi poszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem i oparłam się rękoma o szafkę z umywalką. Patrzyłam jej prosto w oczy. Czego ona ode mnie chciała ? Spojrzałam na mój pierścionek. Czego on ode mnie chce ? Wszyscy czegoś ode mnie chcą.
  Wiem, że powinnam go wyrzucić, najlepiej spuścisz w toalecie razem z uczuciem, którym nadal go darzyłam. Boże co ja robię. Znów spojrzałam na dziewczynę w lustrze. Co ona sobie myślała? Mam mętlik w głowie. Paplam głupoty. Czas iść spać. Ale najpierw cały ból, który pozostał w każdym zakamarku mojego ciała zmyję ciepłą wodą. Postanowiłam, że dziś nie będę spać w jego koszulce. Czas coś zmienić, a to powinnam już dawno. Leżąc i rozmyślając odpłynęłam w głębokim śnie.