Obudził mnie trzask. Coś dużego uderzyło w moje okno. Zaspana i zdenerwowana, że ktoś przerwał mi sen podeszłam do okna. Nic dziwnego nie zobaczyłam. Może to był jakiś ptak ? Spojrzałam na ulicę i zobaczyłam tylko ludzi na chodnikach, którzy szybkim krokiem podążali do pracy. Korek był niewyobrażalnie długi. Ciągnął się od jednych świateł do drugich, trzecich... Jak zwykle były całe pozapełniane taxówkami, a one zwykle zabierają po pare osób, które po drodze mogą gdzieś podrzucić. No co? Biznes musi się kręcić. Wszyscy jechali do pracy, żeby zarobić na swoje utrzymanie, dzieci, psa, ubezpieczenie samochodu i swoich tyłków.
Chwila, chwila... Przecież mam rozmowę o prace. Spojrzałam na ogromny zegar widniejący nad moim łóżkiem - 7:51. Spotkanie z menadżerem firmy, w której chciałabym pracować mam o 8:00. Nie wieżę. Biegiem ruszyłam do łazienki. Szybko umyłam twarz, zęby, zrobiłam prosty i szybki makijaż. Ubrałam się i wyskoczyłam z mieszkania. Zamykając drzwi, wyciągnęłam telefon i już schodziłam po schodach. Dobrze, że siedziba tej firmy znajduje się dwie przecznice dalej. Nie chciałabym codziennie siedzieć godzinami w korku w taxówce i jeszcze w dodatku ściskać się w niej z innymi ludźmi. Z resztą, nie ważne. Jak na razie to muszę jak najszybciej dostać się do firmy. Nie ma to jak spóźnić się na rozmowę o pracę.
Znalazłszy się w ogromnym budynku podeszłam do rejestracji. Stała za ladą piękna, długowłosa blondynka. Miała proste włosy, które przypominały taflę. Taflę z nadmorskiego piasku. Miała długie nogi, które zaczynały się w czerwonej, wysokiej szpilce i kończyły na przylegające jak się najbardziej tylko da spódnicy do ciała. Spódnica była mniej więcej do kolan. Dopasowała do niej białą koszulę. Nie jeden facet obejrzałby się za nią na ulicy.
- Witam, nazywam się Isabel McRoll i byłam umówiona z menadżerem Rickiem. - To imię wywoływało u mnie ból. Ból, którego tak często doświadczam. Niestety będę musiała się do tego przyzwyczaić jeśli chcę tu pracować.
- Tak, czeka już na Panią na 3 piętrze w pokoju nr 7. - Powiedziała aksamitnym głosem, który pomimo tego aksamitu był wrogo do mnie nastawiony. A jej o co chodzi ?
- Dziękuję. - Odpowiedziałam ironicznie.
Od razu wzrokiem odnalazłam windę i do niej wsiadłam. Które ona mówiła piętro ? Po złotej obręczy wokół "3" zgaduję, że to właśnie to. Po 5 sekundach byłam już na odpowiednim poziomie. Na przeciwko ukazały mi się biura, jeden obok drugiego. Wszystkie były takie piękne... Szklane drzwi, szklane ściany... Jedynie klamki i okna były czarnego matowego koloru. Na przeciwko mnie wisiała tabliczka na jednych z drzwi z numerkiem 7. Niestety przez szkło nie zauważyłam w nim nikogo. Hm, może wcale nie niestety ? Może jeszcze nie przyszedł. Podeszłam bliżej drzwi i rozejrzałam się po korytarzu. Z za rogu windy wyskoczyła kobieta w krótkich włosach.
- Pan Holwer zaraz przyjdzie, proszę wejść do biura i chwilkę na niego poczekać. - Miło mnie poinformowała odsłaniając ręką krótką grzywkę opadającą na czoło.
- Dziękuję bardzo. - Powiedziałam z uśmiechem i posłusznie weszłam do pokoju numer 7. Rozsiadłam się na jednym z foteli dla gości przy biurku i trochę się po nim rozejrzałam. W sumie to wyglądało od środka trochę nudnie. Ale zobaczyłam ramkę na biurku, a w niej zdjęcie kobiety, która wyglądała znajomo. Gdzieś ją widziałam... Tylko nie wiem gdzie.
- Witam panno McRoll - przerwał moje myśli męski głos. Szybko odwróciłam głowę i go zobaczyłam - no, no. Ładnie to tak się spóźniać ? - Nie wierzę, że to on. Tak dobrze znam ten jego szyderczy uśmiech.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz