niedziela, 11 grudnia 2016

Rozdział 2

  Uchylił przede mną drzwi i wpuścił mnie pierwszą do mojego mieszkania. Weszliśmy do salonu i wskazałam na deskę, która miała być wieszakiem i wytłumaczyłam mu moją wizję. Od razu złapał młotek i w minutę miałam wbite wszystkie gwoździe.

- No, gotowe ! Całkiem fajny pomysł z tą deską - powiedział przyglądając się chwilę jej wyrzeźbiony brzegom i poszedł powiesić ją koło drzwi - to teraz bierzmy się za komodę.

- Tak... Boże jaka ze mnie niezdara... Dać się pokonać jednemu młotkowi, ah...
  Stanął przede mną, uśmiechnął się i złapał za nadgarstek chorej ręki. Żeby to zrobić musiał przysunąć się krok do przodu i teraz staliśmy jakieś 15 centymetrów od siebie.

- Będzie dobrze, to tylko mały wypadek przy pracy. Już nawet nie jest tak spuchnięta - podniósł drugą moja rękę dla porównania - do wesela się zagoi. Ładny pierścionek, narzeczony ? - powiedział spoglądając na mały diamencik na palcu serdecznym.

  Szybko zabrałam ręce. Poczułam się trochę zakłopotana. Jak mam mu powiedzieć że pierścionek jest od dupka, którego złapałam na zdradzie i nadal go kocham ? Że jeszcze liczę na telefon z przeprosinami ? Że śpię w jego ciuchach, które nie zdążył zabrać z naszego mieszkania ? To trudny temat i nie chcę go poruszać, a w szczególności z Mattem. W końcu znamy się od dziś rana.

- Eee, nie - spojrzałam na swoje stopy, żeby nie zobaczył emocji, które wirowały w moich oczach - już nie.
- A, rozumiem. Przepraszam, że zapytałem. - Wyraźnie było słychać w jego głosie, że mu z tego powodu przykro.
- Długo zejdzie z tą komodą ? Jest już późno, możemy ją dokończyć innym razem. Nie chcę też ci zabierać czasu.
- Daj mi 15 minut, no góra 20 i będzie gotowa. Składałem już dokładnie taką samą, więc nie będę miał z nią problemu. No chyba, że jesteś już zmęczona, to wpadnę najwyżej jutro.
- Nie, nie. W takim razie raz dwa ją złóżmy i będzie temat komody z głowy. - Pozbierałam się w myślach i złapałam jeszcze raz za instrukcję.

  Po 20 minutach tak jak mówił skończył składać komodę. Ustawił ją pod miętową deską. Stał teraz koło mnie, na przeciwko komody.

- Dobra robota. - Powiedział z zadowoleniem.
- Tak, dziękuję ci za pomoc. Nie wiem jak ci się odwdzięczę. - Odparłam spoglądając na niego.
- Nie musisz, sąsiedzka pomoc zawsze się przyda. - Uśmiechnął się i przeciągnął. - No nie wiem jak ty ale ja to lecę spać.
- Ja też.

Złapał za klamkę od drzwi wyjściowych i wysłał mi uśmiech na pożegnanie. I zostałam sama z moją nową komodą.

  Człapiąc nogi poszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem i oparłam się rękoma o szafkę z umywalką. Patrzyłam jej prosto w oczy. Czego ona ode mnie chciała ? Spojrzałam na mój pierścionek. Czego on ode mnie chce ? Wszyscy czegoś ode mnie chcą.
  Wiem, że powinnam go wyrzucić, najlepiej spuścisz w toalecie razem z uczuciem, którym nadal go darzyłam. Boże co ja robię. Znów spojrzałam na dziewczynę w lustrze. Co ona sobie myślała? Mam mętlik w głowie. Paplam głupoty. Czas iść spać. Ale najpierw cały ból, który pozostał w każdym zakamarku mojego ciała zmyję ciepłą wodą. Postanowiłam, że dziś nie będę spać w jego koszulce. Czas coś zmienić, a to powinnam już dawno. Leżąc i rozmyślając odpłynęłam w głębokim śnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz